Hej, Bieszczady!

Towarzyszenie Parze Młodej Katarzynie i Mateuszowi podczas ślubu i wesela w pewną sierpniową niedzielę było prawdziwym wyzwaniem, ponieważ poprzeczka była podniesiona wysoko. Pani Młoda pracowała kiedyś w branży weselnej jako wokalistka, natomiast Pan Młody to maratończyk, biegający długie dystanse – trzeba było za nim nadążyć  😀 Ale kiedy wyzwanie goni wyzwanie, to praca nie jest monotonna, więc na dobre nam to wyszło.

Mieliśmy okazję towarzyszyć im podczas pięknego ślubu w kościele oo. bernardynów. Ceremonię poprowadziło dwóch księży z rodziny. Następnie odbyła się świetna zabawa na Janiowym Wzgórzu.Brawa należą się Parze Młodej za perfekcyjnie odtańczony pierwszy taniec do polki – „siedem czerwonych róż” 😀

Najlepsze miało dopiero nadejść. Po prostu rzuciliśmy wszystko i pojechaliśmy w Bieszczady na – z całym przekonaniem – plener tylko dla orłów. Wyprawę polecamy wszystkim, którzy jeszcze nie doświadczyli bieszczadzkich scenerii. Wyjście było męczące, ale warte widoków, jakie ukazały się z góry. Doskonałe ujęcia wynagrodziły cały trud.

Bieszczady o każdej porze roku inspirują w inny sposób. Te sierpniowe to ostatnie promienie słońca i poczucie harmonii ze światem. To po prostu stan umysłu – doskonały sposób na przeżycie pierwszych chwil po ślubie – a sprzęt fotograficzny doskonale wychwytuje hipnotyzujące działanie gór na Parę Młodą, o czym przekonacie się, przesuwając niżej.

Udostępnij post:

Więcej wpisów