Niby nic takiego – jedna noc

Marcin to Pan Młody, który ma dwie miłości. Pierwsza to Aleksandra, druga – motocykl. A nie ma lepszego sposobu na podkreślenie uczucia do obu, niż wziąć ślub z jedną, a w tle wykorzystać drugą.

Tak było w tym przypadku. Dużo się działo i trzeba było wyłapywać ważne momenty, aby nie utracić żadnego. Łańcut grzmiał od motocykli, bo Pana Młodego odprowadzało do ślubu grono wiernych przyjaciół. Po ulicach przeszła istna parada, a wszystko po to, aby podkreślić jak ważny był to dla nich dzień – dzięki Parze Młodej przez chwilę bawiło się niemal całe miasto. A następnie przywitała nas łańcucka fara – stary klimatyczny kościół, umożliwiający zrobienie mnóstwa dobrych ujęć.

W przypadku Aleksandry i Marcina na pierwszy rzut oka widać, że to miłość, a wtedy najlepiej fotografuje się Parę Młodą! A ponieważ także goście okazali się niesamowicie przyjaźni, praca z tą ekipą była samą przyjemnością.

Jeden dzień, jedna noc, a w życiu jakby piękniej… Emocji było nam za mało, na szczęście sesja w gorące popołudnie dopełniła dzieła 😉

    

Udostępnij post:

Więcej wpisów